Zdjęcie przedstawiające pielęgniarki
Dodano2 lata temu

Naukowcy sprawdzą, czy bólu można się nauczyć

4
odpowiedzi
277
wejść
0
ocena
Pielegniarkom.pl
Odpowiedzi [ 4 ]
00
Dodano 2 lata temu
Z całą pewnością istnieje pewien tym pacjenta, który jest szczególnie wrażliwy na doznania bólowe. A przynajmniej na całą otoczkę która jest z odczuwaniem bólu związana i w ten sposób o wiele silniej odczuwają objawy choroby lub o wiele intensywniej przynajmniej dają im wyraz. Jest to łatwe do wytłumaczenia. Jeśli ktoś na przykład czuł się samotny i nie otrzymywał dostatecznie wiele (według niego) uwagi ze strony rodziców, czy jeśli chodzi o starsze osoby- ze strony dalszych członków rodziny i dzieci, a w momencie kiedy zgłasza objawy choroby, wyraźnie cierpi i coś mu doskwiera nagle zaczynają się bliscy nim interesować i częściej odwiedzać to łatwo może dojść do sytuacji, że te objawy bólowe będą wyolbrzymiane. Sam pacjent może w to tak silnie uwierzyć, że rzeczywiście będzie przekonany, że cierpi. Umysł człowieka jest bardzo sprytny i jeśli coś okaże się korzystną strategią to wątpię, aby nie zostało to wykorzystane. Nawet jeśli taka gra nie zawsze będzie uczciwa.
00
Dodano 2 lata temu
Owszem, muszę zgodzić się z przedmówcą, że przypuszczenia odnośnie mechanizmu "nauki" bólu łatwo jest się domyślać. Myślę jednak, że nie wyklucza to faktu, że warto jest bliżej przyjrzeć się temu problemowi i spróbować dojść jego przyczyny. A przy okazji zbadać w jaki sposób można by zmienić ten problem, albo przynajmniej w jaki sposób można by odróżnić pacjentów, którzy rzeczywiście zmagają się z chorobą od takich, którzy jedynie symulują. Może to być o tyle trudne, że ci drudzy mogą być tak święcie przekonani, że ich objawy są prawdziwe, że trudno im będzie udowodnić, iż może być inaczej. Jest w psychiatrii choroba, której nazwy niestety zapomniałem, ale która mówi i opisuje podobne zjawisko. Któryś z lekarzy opisywał już przypadek, że pacjenci albo sami przypisują sobie objawy nieistniejącej choroby, aby na przykład zwrócić na siebie uwagę bliskich lub osiągnąć inny cel, albo też przypisują obecność objawów chorobowych u swoich bliskich- dzieci i współpartnerów. Wiara w prawdziwość choroby jest tak silna, że w odróżnieniu od zwykłej hipochondrii trudno jest przypuszczać, czy rzeczywiście istnieje czy raczej pacjent jedynie żyje w przekonaniu o istnieniu problemu, którego tak na prawdę nie ma, a który trudno jest wykluczyć ze względu na obraz choroby i wiarę w objawy które odgrywane są na tyle realistycznie, że sam chory wierzy w ich obecność.
00
Dodano 2 lata temu
Z tym, że pacjenci mogą uczyć się bólu nie tylko można się zgodzić, ale wręcz trzeba uznać to za fakt i przyjąć do świadomości. To z całą pewnością będzie przekładać się na cały proces leczenia pacjentów i na skuteczność stosowanych terapii. Chociaż z punktu widzenia osób wykonujących zawód pielęgniarki i sprawujących codzienny nadzór nad pacjentem jest to bardzo ważne, to jeszcze istotniejsze może być w praktyce lekarskiej. Mam więc nadzieję, że podobne doniesienia naukowe publikowane są również na stronach dedykowanych lekarzom. Bo przecież to musi odbijać się na skuteczności stosowanych przez nich terapii i całego leczenia. Jeśli nadmiernie będą skupiać uwagę do zgłaszanych przez chorych problemów i dolegliwości, a nie zauważą jak to przekłada się na stan psychiczny łatwo może dojść do niedopatrzenia i pominięcia znaczących sygnałów. Wiadomo przecież, że niektóre osoby właśnie poprzez symulowanie objawów choroby próbują osiągnąć cel jakim jest chociażby zwrócenie na siebie uwagi bliskich osób. W takich okolicznościach czasem warto byłoby zmienić nastawienie i przede wszystkim leczyć przyczynę powstania takiego, a nie innego stanu zdrowia. Między innymi można by zastanowić się czy to nie fakt, że w momencie wystąpienia choroby na pacjenta jego rodzina zaczęła zwracać większą uwagę. I chociaż sam chory może nie być świadomy istnienia u siebie podobnego mechanizmu i święcie być przekonanym, że dolegliwości rzeczywiście istnieją zmiana podejścia do chorego mogłaby stać się przyczyną pozbycia się objawów. Na przykład udowodniono, że chorzy na takie przypadłości jak choćby zwykłe przeziębienie nieraz dłużej wychodzą z choroby jeśli uzyskują dzięki niej dodatkowe korzyści. Na przykład jeśli dziecko czuło się zaniedbywane przez zapracowanych rodziców, w momencie zachorowania otrzymuje od nich więcej uwagi, wsparcia i choćby samego towarzystwa opiekunów będzie przeciągało moment powrotu do zdrowia, który przecież jest dla niego zupełnie niekorzystny z punktu widzenia potrzeb emocjonalnych. Podobnie pacjenci z bólem. Taki objaw może rozwinąć się w związku z realną patologią i chorobą dotykającą organizm. Ale jeśli dodatkowe korzyści społeczne zostaną przez pacjenta dostrzeżone to może się okazać, że pozbycie się bólu byłoby czymś niepożądanym. Straciłby on na przykład uwagę i czas poświęcany przez bliskich. I dlatego uczy się wiązać dolegliwości bólowe z zupełnie innymi aspektami już tym razem o wydźwięku pozytywnym. Buduje się szlak w ośrodkowym układzie nerwowym, który może skutecznie blokować wyjście z choroby. Nie wątpię, że w wielu przypadkach właśnie tą drogą dochodzi do niepomyślnych zmian w OUN prowadzących w konsekwencji do uczenia się bólu. Co więcej, wypracowanie takich mechanizmów może doprowadzić do stanu w którym wszelkie próby prowadzenia terapii farmakologicznych będą okazywać się nieskuteczne. Lekarze prowadzący takiego chorego mogą zachodzić w głowę co się dzieje i dlaczego pacjent wciąż cierpi. Sam chory może być szczerze przekonany, że tak właśnie jest. Bo przecież nie będzie zdawał sobie sprawy, że ból tworzony jest w jego ośrodkowym układzie nerwowym i nie wynika ze zmian biologicznych w ciele których poprzez leczenie udało się pozbyć. Dopiero kontakt z psychiatrą, rozpoczęcie psychoterapii i leczenia psychiki oraz problemów emocjonalnych będzie mogło przynieść poprawę. Niestety wciąż zbyt mało osób zatrudnionych w różnych gałęziach opieki medycznej o tym zapomina, albo nawet nie zdaje sobie sprawy, przez co leczenie bólu u tych chorych spotyka się z ciągłym niepowodzeniem.
00
Dodano 2 lata temu
To chyba oczywiste, że bólu jak wielu innych rzeczy na które wpływ ma psychika można się uczyć, I nie wątpię, że wielu pacjentów w takim mechanizmie właśnie odczuwa swoje dolegliwości. Zwłaszcza pacjenci z osobowością histeryczną wydają się mieć tendencję do wyolbrzymiania swoich dolegliwości. W tym jednak pojawia się kolejny problem- kiedy zgłaszane przez pacjenta objawy traktować jako rzeczywisty objaw towarzyszący chorobie, a kiedy raczej można tutaj doszukiwać się wpływu psychiki i wyolbrzymiania objawów jakie się pojawiają. To bardzo ważne, aby umieć to rozdzielić, aby na przykład nie pakować w pacjenta nie potrzebnie leków, których wcale nie musiałby koniecznie przyjmować. A także trzeba zwrócić uwagę, by jednocześnie nie bagatelizować objawów, jeśli takowe rzeczywiście występują i jeśli pacjentowi uprzykrzają życie. Przecież stres związany z odczuwaniem bólu w dużej mierze może mieć wpływ na przebieg choroby. A to jest nie bez znaczenia na zdrowie jednostki i może również mieć wpływ na możliwości wyjścia z choroby czy skuteczność przyszłego leczenia. I tutaj trzeba by poprawić możliwości terapeutyczne, a przede wszystkim diagnostykę by móc właściwie oceniać stan chorego i według zgłaszanych objawów ordynować leczenie.
Strona:1
Liczba głównych odpowiedzi na stronie:  
Dodaj odpowiedź
Aby dodać odpowiedź musisz się zalogować
Toast